wtorek, 22 lipca 2014

#3 A to wszystko przez Edmunda

Obudziły mnie promienie słoneczne.. Była sobota (1 września był w piątek) więc w  cały weekend mogłam dokończyć wakacje. Wzięłam szybki prysznic,  ubrałam się i po śniadaniu poszłam z Sabiną nad jezioro gdzie postanowiłyśmy cieszyć się wakacjami i  trochę poopalać. Na posiłku Edmund, Artur i Dominik w ogóle się do mnie nie odzywali, tylko coś knuli. Cóż.. przynajmniej trochę pokoju. Nad wodą, jak nad wodą.. Wraz z przyjaciółką brodziłyśmy nogami po plaży aby następnie położyć się w cieniu.
- Nie rozumiem Cię Zuza. Zaprosił Cię najlepszy chłopak pod słońcem, a ty go zbywasz? - spytała w końcu.
- Nie najlepszy, bo ledwo go znamy. No może odrobinkę ładny, nic więcej. A tak do pytania.  Nie chcę się z nim umówić. Zresztą to pewnie jakiś żart. - mruknęłam w odpowiedzi.
- No, ale...
- Nie Sabina! Nie będę odhaczona w jego liście na  podboje. Nigdy! - warknęłam doniośle na co przechodzący obok uczniowie popatrzyli na mnie jak na wariatkę.
- Błagam Cię. On jest taki przystojny, taki zabawny,  taki..
- Taki głupiutki... - przerwałam jej, po czym dodałam. - Jak Ci tak zależy to sama się z nim umów i tyle.
Na tym zakończyła się nasza rozmowa. Po około trzech godzinach, kiedy zbierałyśmy się na obiad usłyszałam wołanie dobiegające z jeziora. Od razu zorientowałam się, że to Edmund. On jak on, ale musiałam mu pomóc - w końcu to też człowiek. Bez zastanowienia zdjęłam koszulkę i wskoczyłam do wody. Po chwili znalazłam się przy nim i zaczęłam holować do brzegu, uważając aby jego  głowa nie znalazła się pod powierzchnią. Na brzegu krzyczałam aby się obudził, ale on ani drgnął. Już miałam przystąpić do sztucznego oddychania gdy on.. zaczął się trząść!
- O ty debilu! - krzyknęłam wściekła. A on tylko się uśmiechnął.
- Możesz dokończyć reanimacje, kochanie. - mruknął z uśmiechem.
- Ja Ci dam! - odkrzyknęłam po czym walnęłam go w kroczę. Uśmiechnęłam się na sam widok jak zwija się z bólu. Nagle podbiegł do mnie Artur.
- A może należą mu się przeprosiny?! - krzyknął. Był chyba bardziej wściekły ode mnie.
- No właśnie. Należą mi się przeprosiny. Od NIEGO!
- Uważaj Żmuda, bo zaraz przesadzisz. - warknął po czym odszedł.. Wściekła ubrałam na mokre ciało bluzkę po czym udałam się do zamku, obiecując sobie, że teraz ja mu się odpłacę.. Tylko muszę mieć okazję...
Do PW przyszłam cała w kłębowisku nerwów, więc nikt się do mnie nie odzywał. Następnie przebrałam się i udałam na obiad.
Na śniadaniu nawet Sabina się do mnie nie odzywała.. Siedziała wśród paczki Edmunda, na kolanach Artura i się całowali. Fuuj! Oczywiście Edmund kipiał ze złości kiedy się na mnie gapił. Wiem, bo trzeba przyznać, że często gapiłam się w ich kierunku (ale tylko z powodu Sabiny!) .
Wściekła nie dokończyłam jedzenia i wybiegłam z sali.. Zatrzymałam się dopiero na schodach do swojego dormitorium i zalałam łzami. Co ja mu zrobiłam, że już teraz się mnie uczepił?! Może, że nie daje się tak łatwo? Chwila, to jest myśl! Mogę przecież udawać, że... Eee tam! To nie wypali. Ja nie dam rady, poprostu.. Z zamyślenia wyrwał mnie śmiech ,,Łoskotów''. Tak teraz nazywa się paczka Edmunda. Razem z chłopcami szła Sabina, za rękę z Arturem. Pośpiesznie wytarłam łzy i podeszłam do regału na książki. Zaczęłam udawać, że wciągnęła mnie lektura, na próżno jednak!
- Co, nie masz się z kim spotykać, Żmuda? - zawołał Edmund. Czy on zawsze musi dawać mi w kość?
- Och, ja nie muszę mieć kogoś do spotykania. W Hogwarcie najważniejsza jest nauka! - krzyknęłam, ale nie swoim głosem. Doświadczony życiem człowiek zauważył by, że płakałam.
- Wiesz, myślałem, że jesteś inna. - mruknął ponuro brunet. Wściekła odłożyłam książkę na miejsce i podeszłam do niego.
- To się myliłeś! - dodałam swoje trzy grosze i już miałam wybiec kiedy on złapał mnie za rękę i odciągnął na bok.
- Płakałaś? - spytał. Jego oczy mówiły, że jest zatroskany.
- Nie powinno Cię to obchodzić. A co chcesz się ponabijać? To proszę bardzo! - warknęłam. Już powoli do oczu zaczęły napływać mi łzy. Czułam, że zaraz nie wytrzymam.
- Nie chce się nabijać. - powiedział a po chwili dodał : - Choć z tond , lepiej żeby nikt Cię nie oglądał w tym stanie..
W tej chwili coś zrozumiałam. Edmund nie robił mi na złe, on.. chciał mi pomóc! Już zrozumiałam, że nie jest moim wrogiem.. Do pewnej chwili.
- Żmuda, umówisz się ze mną?- spytał. I PLASK! Dostał w policzek.
- Za co?! - zapytał wściekły.
- Po nazwisku to po pysku! - odparłam śmiejąc się..


_______________________________________________________________________________

Drodzy czytelnicy! Proszę o komentarze. Piszcie w nich co sądzicie, mówicie jakie są  błędy itp. :)
Autorka

#2 Który dom Tiaro, który?

Po jakimś czasie znaleźliśmy się w pięknym budynku, który bardzo przypominał zamek. Kiedy go zobaczyłam zabrało mi dech w piersiach, co koledzy Edmunda skomentowali jasno: ,,Patrz Edzio, kolejna zakochana po uszy fanka!'' . Mówiąc szczerze już miałam ich dosyć. Obym była w innym domu niż oni..
Kiedy stanęliśmy przed wejściem do Wielkiej Sali, poczułam się jakby mój żołądek zmniejszył się do wielkości orzeszka laskowego, ale od razu przeszło mi kiedy zobaczyłam kobietę, która przedstawiła się jako pani Ryder. Była ona z pewnością po pięćdziesiątce, a jej łagodne rysy twarzy uspokajały.
Kobieta wytłumaczyła nam zasady i zaprowadziła do Sali, gdzie każdy ustawił się w rzędzie  przed niby zwykłym, a jakże magicznym kapeluszem.
- Teraz wyczytam po nazwisku, a dana osoba podejdzie tu i Tiara powie Wam, do jakiego domu jesteście przydzieleni. - wytłumaczyła. I tak też każdy zostawał przydzielony do danego domu.
Grubszy chłopak, który okazał się nazywać Damian został przydzielony do domu Gryfonów, tak jak i jego drugi kompan- Artur. Sabina również się tam dostała, ale szczęścia nie dostała Kornelia - dostała się do domu węża. Im więcej osób zasiadało przy danym stole, tym bardziej się denerwowałam. I nagle...
- Zuzanna Żmuda! - krzyknęła pani Ryder. Posłusznie usiadłam na stołku, a gdy Tiara znalazła się na mojej głowie - zastygła. Nic nie robiła około trzech minut, dosłownie nic! Nie ruszała się ani nie mruczała jak przy innych dzieciach..
- Cóż, na pewno nie przydzielę Cię do Slytherinu.. Ani do Revenclaw. Ale widzę w Tobie wielką odwagę. Masz też w sobie trochę sprawiedliwości.. Wybieram dla Ciebie.. Gryffindor! - rzekła Tiara Przydziału.
Moja radość była wielka gdyby nie fakt, że Edmund również się tam znalazł. No cóż, może jakoś wytrzymam - MOŻE. Kiedy na stole pojawiła się uczta, uczniowie pierwszoroczni aż krzyknęli z zachwytu. Mówiąc szczerze, ja również się tam znalazłam. Gdy tak sobie jadłam, dość łapczywie coś objęło mnie w tali. Jak oparzona odskoczyłam i wokoło usłyszałam śmiech. Obejrzałam się za siebie. Tak, to przecież oczywiste - to wszystko zrobił Edmund. Nieopanowana zaczęłam wykrzykiwać potok słów pod adresem chłopaka.
- Ty głupku, idioto, dziecko neo, porąbańcu! Ty.. ty.. TY CIEMNA MASO!! - krzyczałam, a wszyscy dookoła się gapili. Nagle podszedł do nas sam pan dyrektor.
- Nie musiałaś tak impulsywnie reagować drogie dziecko. - powiedział a w odpowiedzi Edmund zaczął się śmiać. - A za to ty, nie musiałeś jej dokuczać. - Dodał a brunet zamilkł.
- Przepraszam, to się nie powtórzy. - obiecałam. Na to pan dyrektor uśmiechnął się i zrobił coś, czego nikt by nie przewidział.
- Drogie dziecko. Za Twoją odwagę, Gryffindor dostaje 50 punktów . - orzekł. Nagle cała sala zrobiła zdziwione miny, a najgłupszą to chyba Edmund.
Po kolacji, kiedy byliśmy już w PW , chłopak mnie dogonił.
- Co to było? On... Myślałem, że od zera nam odejmie, a nie doda.. - powiedział zdziwiony.
- Ja się pytam ,, Co to było?!'' . Ten Twój uścisk. Coś masz nie tak z głową?! - spytałam ironicznie.
- Nie, ale za to... - zamilkł. Postanowiłam udać się do dormitorium. Kiedy byłam na schodach usłyszałam jego głos.
- A umówisz się ze mną? - spytał dość.. głośnym tonem. W duszy już się z niego śmiałam.
- Nigdy! - krzyknęłam.
- Czemu? - zaskowyczał.
- Albo wiesz.. umówię się z Tobą.. W Twoich snach! - dodałam i pobiegłam co sił w nogach do sypialni..

poniedziałek, 21 lipca 2014

#1 Wpadka w przedziale i dotarcie do Hogwartu

Był to dzień bardzo dla mnie denerwujący. Podczas ot co zwykłego obiadu dowiedziałam się wielu 'ciekawych' rzeczy. Jestem czarodziejką półkrwi i niedługo jadę do Polskiego Hogwartu-szkoły kształtującej przyszłych czarodziejów, w tym mnie.Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym..
Wchodziłam właśnie do sklepu, gdzie mogłam wybrać dla siebie pupila. Wewnątrz sklepu było bardzo przytulnie. Tapeta na ścianie była niemal w odcieniu nieba, co wprawiało najwidoczniej zwierzęta w wielki.. zachwyt (?) . Za ladą stała kobieta średniego wieku, a u jej boku jakiś młody chłopak. Właśnie o czymś rozmawiali, a mi wpadły do ucha strzępki rozmowy..
- .... i wiesz, że boje się, że trafię do domu węża.  - powiedział chłopak. Widocznie był w moim wieku.
- Nie bój się, Edmundzie! Pamiętaj, że ojciec był w Gryffindorze, tak jak i Twój brat Adam i być może masz szanse się tam dostać.
- Nie boje się, mamo! - zawył chłopak, ale nagle jego wzrok spoczął na mnie i nie odezwał się ani słowem.
- O, kogo my tu mamy! Ty również z pierwszego roku? - spytała mile ekspedientka.
- Tak.. Chciałabym kupić zwierzę..
- Ależ naturalnie. Wybierz sobie dziecko. - powiedziała czule po czym zwróciła się do syna. - Spójrz Edziu, ona się nie denerwuje.
Taak, nie denerwuje bo niecałe dwie godziny temu dowiedziałam się, że nie jestem.. ehm, jak to było? Mugolem? Tak, właśnie: nie jestem mugolem tylko czarodziejką.. Mój wzrok spoczął na pięknym, szarym kocie i podeszłam do niego. Był... cudowny!
- Niestety koty są możliwe od drugiego roku. - wzdrygnęłam się na dźwięk głosu chłopaka, niewątpliwie Edmunda.
- Och, wielka szkoda. - powiedziałam słodko i niewinnie. - A czy mógłbyś zaproponować mi jakieś zwierzę?-dodałam po chwili. Młody czarodziej zmierzył mnie chłodnym wzrokiem i podszedł do stanowiska z sowami.
- Sowy są bardzo dobre. Możesz w każdej chwili, nie wiadomo w jakim miejscu będąc, wysłać list. - mruknął pod nosem dość wyraźnie.  Oczywiście kupiłam młodą, szarą sówkę, którą nazwałam Nessie. Kiedy płaciłam w kasie czarodziejską gotówką, dobiegł mnie znajomy głos.
-Zuzanno! Ależ nie wiesz jak ciesze się z naszego spotkania! - krzyknęła dziewczyna. Od razu ją poznałam. To Sabina, moja dawna sąsiadka, kiedy jeszcze mieszkałam w Lublinie.
- Sabcia, to ty? - spytałam udając zaskoczoną. W głębi duszy cierpiałam, bo nie chciałam, żeby ten jakże przystojny chłopak uznał mnie za paniusie.
- No oczywiście. Kupiłaś sowę? Poczekaj na mnie, ja również to kupię! -krzyknęła oddalając się ode mnie do zauważonej przez siebie sowy, a ja przewróciłam oczami . No cóż, po Sabinie Janowskiej zawsze można było się tego spodziewać. Uwielbiała mieć to, co inni.



Minęło już sześć dni i właśnie wybieram się na dworzec 9 i 3/4 . Oczywiście towarzyszył mi ojciec, który doskonale znał tą drogę.. Co chwila mówił mi, jak to było wspaniale kiedy to on chodził do Hogwartu.
Szczerze mówiąc, sama byłam tym zainteresowana, w końcu miałam tam uczęszczać. Kiedy powiedział mi, że muszę przejść przez barierkę, stanęłam jak wryta.
- Ż-że-e.. Że.. ŻE CO?! - spytałam wyniośle.
 - Spokojnie dziecko, nic Ci się nie stanie. I na litość boską. Nie drzyj się tak!
- Dobrze.. - mruknęłam, po czym wzięłam głęboki wdech i przebiegłam przez barierkę.
Nagle znalazłam się na zupełnie innej stacji, a tuż po chwili dołączył tata.
- A oto Twój pociąg, Zuzanno.. - powiedział pokazując maszynę, a kiedy wchodziłam do środka, krzyknął -- Przynieś zaszczyt i honor swojej rodzinie!
Nagle maszyna ruszyła a ja zachwiałam się i wpadłam do jakiegoś przedziału. Wokół mnie usłyszałam śmiech i głos Sabiny.
- Ty zawsze wiesz, gdzie przyjść! - krzyknęła uradowana. Rozejrzałam się dookoła. Oprócz mnie i Sabiny, w przedziale były jeszcze cztery osoby. Moja dawna znajoma (dalsza sąsiadka) Kornelia, dwóch nieznanych mi dotąd chłopców i...
- Edmund, czy ja widzę czy znów przyciągasz uwagę dziewczyn? Znowu jakaś tu wpadła - zaśmiał się grubszy z nieznanej mi dwójki. Wymieniony chłopak popatrzył na mnie, po czym się uśmiechnął.
- Siadaj! - powiedział. Tak jak powiedział, uczyniłam posłusznie. Wszyscy w przedziale rozmawiali o jakimś ostatnim meczu w quidditcha (cokolwiek to jest) a ja wzięłam się za czytanie romansidła&przygodówki.
I tak czytałam sobie spokojnie, kiedy ktoś wyrwał mi książkę z rąk, to ten przystojny brunet - Edmund.
- Gale wzdycha z irytacją. A jednak kiedy przekazujemy ptaki i zgłaszamy się na ochotnika do przyniesienia z lasu drewna na opał, obejmuje mnie, a jego wargi muskają bladnące siniaki na mojej szyi i wędrują ku ustom*. - zaczął czytać Edmund przedrzeźniając książkę. - Cóż Zuzanno Żmudo, czytasz  wspaniałe książki, w wieku 12 lat**.
Popatrzyłam na chłopaka zaskoczona faktem, że zna moje imię i nazwisko, ale w głowie miałam już nową myśl - muszę odzyskać książkę. Dlatego też zaczęłam skakać na bruneta, a po chwili oboje wywaliliśmy się na siedzenie. Chłopak leżał na mnie, a nasze oczy splecione były w drodze do przejrzenia sobie nawzajem dusz. Po chwili pociąg się zatrzymał.
- No, rozrabiaki.. Jesteśmy w Hogwarcie!

* - fragment z trylogi Igrzyska Śmierci: Kosogłos (str 193)
** - w mojej książce, nauke zaczynają w wieku 12 lat.

___________________________________________________________________________
Następna część będzie lepsza. Obiecuje ;)



niedziela, 20 lipca 2014

Prolog

Zuzanna Żmuda, piękna jedenastolatka o długich blond włosach zasiadała właśnie do rodzinnego obiadu.
Ojciec jej, szanowany inżynier jak zwykle spóźniony wpadł do domu dzięki proszkowi Fiuu . Jego córka nigdy o tym nie wiedziała, jak również tego, że jest on czarodziejem. Była ona wychowana w środowisku mugoli, co prawie uczyniło ją jedną z nich, lecz nigdy, pomimo, że była pochodzenia półkrwi, nie stała się taka jak jej rówieśnicy.
Był to piękny, sierpniowy dzień. Zuzia jak zwykle rzuciła ojcu pytające spojrzenie, po czym zabrała się do jedzenia rosołu. Nagle przez okno wpadła biała jak śnieg sowa i na głowę dziewczyny spadł ciężko zapakowany list.
- Zuziu, co to jest? - spytał ojciec. Dziewczyna z zaciekawieniem  oglądała kopertę.
- Z.. Hogwartu. - rzekła po paru chwilach. Z zaciekawieniem
- A więc jedz szybko obiad. Jedziemy na zakupy. - powiedziała tajemniczo matka.
- Gdzie?
- Na ulicę Pokątną.

_________________________________________________________________________________

Przepraszam, że tak krótko i bez sensu, ale obiecuję, że 1 rozdział będzie lepszy ;)