Po jakimś czasie znaleźliśmy się w pięknym budynku, który bardzo przypominał zamek. Kiedy go zobaczyłam zabrało mi dech w piersiach, co koledzy Edmunda skomentowali jasno: ,,Patrz Edzio, kolejna zakochana po uszy fanka!'' . Mówiąc szczerze już miałam ich dosyć. Obym była w innym domu niż oni..
Kiedy stanęliśmy przed wejściem do Wielkiej Sali, poczułam się jakby mój żołądek zmniejszył się do wielkości orzeszka laskowego, ale od razu przeszło mi kiedy zobaczyłam kobietę, która przedstawiła się jako pani Ryder. Była ona z pewnością po pięćdziesiątce, a jej łagodne rysy twarzy uspokajały.
Kobieta wytłumaczyła nam zasady i zaprowadziła do Sali, gdzie każdy ustawił się w rzędzie przed niby zwykłym, a jakże magicznym kapeluszem.
- Teraz wyczytam po nazwisku, a dana osoba podejdzie tu i Tiara powie Wam, do jakiego domu jesteście przydzieleni. - wytłumaczyła. I tak też każdy zostawał przydzielony do danego domu.
Grubszy chłopak, który okazał się nazywać Damian został przydzielony do domu Gryfonów, tak jak i jego drugi kompan- Artur. Sabina również się tam dostała, ale szczęścia nie dostała Kornelia - dostała się do domu węża. Im więcej osób zasiadało przy danym stole, tym bardziej się denerwowałam. I nagle...
- Zuzanna Żmuda! - krzyknęła pani Ryder. Posłusznie usiadłam na stołku, a gdy Tiara znalazła się na mojej głowie - zastygła. Nic nie robiła około trzech minut, dosłownie nic! Nie ruszała się ani nie mruczała jak przy innych dzieciach..
- Cóż, na pewno nie przydzielę Cię do Slytherinu.. Ani do Revenclaw. Ale widzę w Tobie wielką odwagę. Masz też w sobie trochę sprawiedliwości.. Wybieram dla Ciebie.. Gryffindor! - rzekła Tiara Przydziału.
Moja radość była wielka gdyby nie fakt, że Edmund również się tam znalazł. No cóż, może jakoś wytrzymam - MOŻE. Kiedy na stole pojawiła się uczta, uczniowie pierwszoroczni aż krzyknęli z zachwytu. Mówiąc szczerze, ja również się tam znalazłam. Gdy tak sobie jadłam, dość łapczywie coś objęło mnie w tali. Jak oparzona odskoczyłam i wokoło usłyszałam śmiech. Obejrzałam się za siebie. Tak, to przecież oczywiste - to wszystko zrobił Edmund. Nieopanowana zaczęłam wykrzykiwać potok słów pod adresem chłopaka.
- Ty głupku, idioto, dziecko neo, porąbańcu! Ty.. ty.. TY CIEMNA MASO!! - krzyczałam, a wszyscy dookoła się gapili. Nagle podszedł do nas sam pan dyrektor.
- Nie musiałaś tak impulsywnie reagować drogie dziecko. - powiedział a w odpowiedzi Edmund zaczął się śmiać. - A za to ty, nie musiałeś jej dokuczać. - Dodał a brunet zamilkł.
- Przepraszam, to się nie powtórzy. - obiecałam. Na to pan dyrektor uśmiechnął się i zrobił coś, czego nikt by nie przewidział.
- Drogie dziecko. Za Twoją odwagę, Gryffindor dostaje 50 punktów . - orzekł. Nagle cała sala zrobiła zdziwione miny, a najgłupszą to chyba Edmund.
Po kolacji, kiedy byliśmy już w PW , chłopak mnie dogonił.
- Co to było? On... Myślałem, że od zera nam odejmie, a nie doda.. - powiedział zdziwiony.
- Ja się pytam ,, Co to było?!'' . Ten Twój uścisk. Coś masz nie tak z głową?! - spytałam ironicznie.
- Nie, ale za to... - zamilkł. Postanowiłam udać się do dormitorium. Kiedy byłam na schodach usłyszałam jego głos.
- A umówisz się ze mną? - spytał dość.. głośnym tonem. W duszy już się z niego śmiałam.
- Nigdy! - krzyknęłam.
- Czemu? - zaskowyczał.
- Albo wiesz.. umówię się z Tobą.. W Twoich snach! - dodałam i pobiegłam co sił w nogach do sypialni..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz