poniedziałek, 21 lipca 2014

#1 Wpadka w przedziale i dotarcie do Hogwartu

Był to dzień bardzo dla mnie denerwujący. Podczas ot co zwykłego obiadu dowiedziałam się wielu 'ciekawych' rzeczy. Jestem czarodziejką półkrwi i niedługo jadę do Polskiego Hogwartu-szkoły kształtującej przyszłych czarodziejów, w tym mnie.Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym..
Wchodziłam właśnie do sklepu, gdzie mogłam wybrać dla siebie pupila. Wewnątrz sklepu było bardzo przytulnie. Tapeta na ścianie była niemal w odcieniu nieba, co wprawiało najwidoczniej zwierzęta w wielki.. zachwyt (?) . Za ladą stała kobieta średniego wieku, a u jej boku jakiś młody chłopak. Właśnie o czymś rozmawiali, a mi wpadły do ucha strzępki rozmowy..
- .... i wiesz, że boje się, że trafię do domu węża.  - powiedział chłopak. Widocznie był w moim wieku.
- Nie bój się, Edmundzie! Pamiętaj, że ojciec był w Gryffindorze, tak jak i Twój brat Adam i być może masz szanse się tam dostać.
- Nie boje się, mamo! - zawył chłopak, ale nagle jego wzrok spoczął na mnie i nie odezwał się ani słowem.
- O, kogo my tu mamy! Ty również z pierwszego roku? - spytała mile ekspedientka.
- Tak.. Chciałabym kupić zwierzę..
- Ależ naturalnie. Wybierz sobie dziecko. - powiedziała czule po czym zwróciła się do syna. - Spójrz Edziu, ona się nie denerwuje.
Taak, nie denerwuje bo niecałe dwie godziny temu dowiedziałam się, że nie jestem.. ehm, jak to było? Mugolem? Tak, właśnie: nie jestem mugolem tylko czarodziejką.. Mój wzrok spoczął na pięknym, szarym kocie i podeszłam do niego. Był... cudowny!
- Niestety koty są możliwe od drugiego roku. - wzdrygnęłam się na dźwięk głosu chłopaka, niewątpliwie Edmunda.
- Och, wielka szkoda. - powiedziałam słodko i niewinnie. - A czy mógłbyś zaproponować mi jakieś zwierzę?-dodałam po chwili. Młody czarodziej zmierzył mnie chłodnym wzrokiem i podszedł do stanowiska z sowami.
- Sowy są bardzo dobre. Możesz w każdej chwili, nie wiadomo w jakim miejscu będąc, wysłać list. - mruknął pod nosem dość wyraźnie.  Oczywiście kupiłam młodą, szarą sówkę, którą nazwałam Nessie. Kiedy płaciłam w kasie czarodziejską gotówką, dobiegł mnie znajomy głos.
-Zuzanno! Ależ nie wiesz jak ciesze się z naszego spotkania! - krzyknęła dziewczyna. Od razu ją poznałam. To Sabina, moja dawna sąsiadka, kiedy jeszcze mieszkałam w Lublinie.
- Sabcia, to ty? - spytałam udając zaskoczoną. W głębi duszy cierpiałam, bo nie chciałam, żeby ten jakże przystojny chłopak uznał mnie za paniusie.
- No oczywiście. Kupiłaś sowę? Poczekaj na mnie, ja również to kupię! -krzyknęła oddalając się ode mnie do zauważonej przez siebie sowy, a ja przewróciłam oczami . No cóż, po Sabinie Janowskiej zawsze można było się tego spodziewać. Uwielbiała mieć to, co inni.



Minęło już sześć dni i właśnie wybieram się na dworzec 9 i 3/4 . Oczywiście towarzyszył mi ojciec, który doskonale znał tą drogę.. Co chwila mówił mi, jak to było wspaniale kiedy to on chodził do Hogwartu.
Szczerze mówiąc, sama byłam tym zainteresowana, w końcu miałam tam uczęszczać. Kiedy powiedział mi, że muszę przejść przez barierkę, stanęłam jak wryta.
- Ż-że-e.. Że.. ŻE CO?! - spytałam wyniośle.
 - Spokojnie dziecko, nic Ci się nie stanie. I na litość boską. Nie drzyj się tak!
- Dobrze.. - mruknęłam, po czym wzięłam głęboki wdech i przebiegłam przez barierkę.
Nagle znalazłam się na zupełnie innej stacji, a tuż po chwili dołączył tata.
- A oto Twój pociąg, Zuzanno.. - powiedział pokazując maszynę, a kiedy wchodziłam do środka, krzyknął -- Przynieś zaszczyt i honor swojej rodzinie!
Nagle maszyna ruszyła a ja zachwiałam się i wpadłam do jakiegoś przedziału. Wokół mnie usłyszałam śmiech i głos Sabiny.
- Ty zawsze wiesz, gdzie przyjść! - krzyknęła uradowana. Rozejrzałam się dookoła. Oprócz mnie i Sabiny, w przedziale były jeszcze cztery osoby. Moja dawna znajoma (dalsza sąsiadka) Kornelia, dwóch nieznanych mi dotąd chłopców i...
- Edmund, czy ja widzę czy znów przyciągasz uwagę dziewczyn? Znowu jakaś tu wpadła - zaśmiał się grubszy z nieznanej mi dwójki. Wymieniony chłopak popatrzył na mnie, po czym się uśmiechnął.
- Siadaj! - powiedział. Tak jak powiedział, uczyniłam posłusznie. Wszyscy w przedziale rozmawiali o jakimś ostatnim meczu w quidditcha (cokolwiek to jest) a ja wzięłam się za czytanie romansidła&przygodówki.
I tak czytałam sobie spokojnie, kiedy ktoś wyrwał mi książkę z rąk, to ten przystojny brunet - Edmund.
- Gale wzdycha z irytacją. A jednak kiedy przekazujemy ptaki i zgłaszamy się na ochotnika do przyniesienia z lasu drewna na opał, obejmuje mnie, a jego wargi muskają bladnące siniaki na mojej szyi i wędrują ku ustom*. - zaczął czytać Edmund przedrzeźniając książkę. - Cóż Zuzanno Żmudo, czytasz  wspaniałe książki, w wieku 12 lat**.
Popatrzyłam na chłopaka zaskoczona faktem, że zna moje imię i nazwisko, ale w głowie miałam już nową myśl - muszę odzyskać książkę. Dlatego też zaczęłam skakać na bruneta, a po chwili oboje wywaliliśmy się na siedzenie. Chłopak leżał na mnie, a nasze oczy splecione były w drodze do przejrzenia sobie nawzajem dusz. Po chwili pociąg się zatrzymał.
- No, rozrabiaki.. Jesteśmy w Hogwarcie!

* - fragment z trylogi Igrzyska Śmierci: Kosogłos (str 193)
** - w mojej książce, nauke zaczynają w wieku 12 lat.

___________________________________________________________________________
Następna część będzie lepsza. Obiecuje ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz